Uwaga: zeznania znajdujące się w tej kolekcji nie odzwierciedlają prawdy — złożone zostały w warunkach przymsu.
Kategoria: protokół przesłuchania
Transkrypcja (redakcja)
Protokół przesłuchania świadka
Protokół przesłuchania świadka dnia 14 czerwca 1945 roku. Prokurator Specjalnego Sądu Karnego w Krakowie przy ulicy Grodzkiej nr 52 przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje.
W połowie miesiąca kwietnia 1943 roku, dokładnej daty obecnie już sobie nie przypominam, zawiadomił mnie telefonicznie Alfred Lewandowski, pełnomocnik okręgu warszawskiego PCK, że wchodzę w skład komisji technicznej delegowanej na wyjazd do Katynia. Zawiadomienie to otrzymałem około godziny jedenastej, a według jego treści miałem tego samego dnia, jeszcze przed godziną pierwszą po południu, zjawić się w Zarządzie Głównym PCK celem odebrania delegacji. Gdy przybyłem po odbiór delegacji, dowiedziałem się na miejscu w Zarządzie Głównym, że Komisja Techniczna PCK składa się z pięciu członków i że w jej skład wchodzą, oprócz mnie, Skarżyński – sekretarz generalny Zarządu Głównego PCK, Jerzy Wodzinowski – pracownik administracyjny PCK, Kołodziejski – również pracownik Zarządu Głównego PCK, oraz Rojkiewicz – także z Zarządu Głównego PCK. Przewodniczącym Komisji był Skarżyński. W Zarządzie Głównym PCK wręczono każdemu z członków Komisji delegację pisemną. Delegacja ta określała cel wyjazdu i zadania Komisji. Delegacje wręczono wszystkim członkom Komisji. Były one treści identycznej i, jak sobie przypominam, brzmiały mniej więcej następująco: „XX” – tu wymieniono nazwisko poszczególnego członka Komisji – zostaje przez Zarząd Główny PCK delegowany jako członek Komisji Technicznej z ramienia Biura Informacyjnego PCK celem przeprowadzenia prac technicznych związanych z agendami tegoż Biura i niewykraczających poza zakres kompetencji Biura Informacyjnego. Na miejscu również dowiedzieliśmy się, że chodzi przede wszystkim o dokonanie prac ściśle ewidencyjnych, to jest stwierdzenia nazwisk ofiar katyńskich, albowiem władze niemieckie oświadczyły, że tym interesować się nie będą. Ponadto zadaniem naszym na miejscu w Katyniu miało być również zajęcie się przyzwoitym pochówkiem zwłok. Niezależnie od wzmianki w treści samej delegacji prezes Zarządu Głównego PCK Adam Lachert, w obecności dyrektora PCK Gorczyckiego, ustnie jeszcze instruował wszystkich pięciu członków Komisji, że nie wolno im wykraczać poza zakres delegacji i że nie są upoważnieni do żadnych innych wystąpień. Bezpośrednio potem udaliśmy się na lotnisko. W samolocie, do którego wsiedliśmy, była już delegacja PCK z Krakowa. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że udaje się ona również do Katynia. Wieczorem przybyliśmy do Mińska i tam nocowaliśmy w kwaterach wojskowych. W tym miejscu nadmieniam, że po przybyciu do Mińska wyraziliśmy życzenie udania się na miasto, gdyż chcieliśmy zetknąć się z miejscową ludnością i ewentualnie czegoś się od niej dowiedzieć. Niemcy dali odpowiedź wymijającą, doradzając, abyśmy na razie wypoczęli. Dopiero po godzinie policyjnej oświadczyli nam, że możemy udać się na przechadzkę po mieście, z tym jednak, że z uwagi na nasze bezpieczeństwo po godzinie policyjnej konieczne jest udanie się wraz z nami kilku Niemców celem ochrony. Oczywiście o tej porze nie napotkaliśmy żadnej ludności miejscowej. Zarówno w tym, jak i w innych wypadkach, zauważyłem, że Niemcy, pozostawiając nam rzekomą swobodę, w rzeczywistości usiłowali pokierować każdym dosłownie naszym krokiem i w istocie ograniczyli zupełnie wszelką swobodę. Na drugi dzień rano, na skutek nieporozumienia z autobusem, który wyjechał bez nas na lotnisko, powstała sytuacja, że była chwila czasu i wtedy Niemcy, z wielką jednakowoż niechęcią, zgodzili się na odwiedzenie przez nas miejscowego kościoła. Ostatecznie wyjechaliśmy z Mińska około godziny ósmej rano, a około południa przyjechaliśmy do Smoleńska. Po południu odbyliśmy, na zaproszenie Niemców, które osobiście zrozumiałem jako polecenie, przechadzkę po Smoleńsku. Niemcy oświadczyli, że o oznaczonej godzinie nastąpi zwiedzanie przez delegatów miasta, przy czym nie było mowy o tym, że dotyczy to tylko chętnych. W czasie spaceru po mieście Niemcy pokazali nam mury miasta, następnie cerkwie i pomniki, przy czym przez cały czas podnosili swoje zasługi dla miasta i wartość prac przez siebie dokonanych. Propagandowo przedstawiali nam, że cerkwie były zamknięte względnie zamienione w muzea, czego z własnych spostrzeżeń nie mogliśmy się dopatrzeć, ponieważ stan konserwacji tych cerkwi był dobry i świadczył o dużej staranności. Tego samego dnia po kolacji do wszystkich zebranych delegatów wygłosił przemówienie niemiecki porucznik nazwiskiem Slovenczyk. Przemawiał on w języku niemieckim i nie wszystko dokładnie zrozumiałem. Przypominam sobie, że naszkicował historię odkrycia masowych grobów, a następnie opisał prace dokonane przez Niemców. Oświadczył nam również, że przybyliśmy w tym celu, aby to wszystko zobaczyć i zająć się pracami ewidencyjnymi. W konkluzji swego przemówienia porucznik niemiecki przypisał winę zbrodni katyńskiej Rosjanom. Całe to przemówienie było wybitnie propagandowe i jasne było dla mnie, a sądzę i dla wszystkich słuchaczy, że celem prelegenta było nastawienie delegacji już z góry na niemiecki punkt widzenia całokształtu sprawy. Zaraz po zakończeniu przemówienia zabrał głos Skarżyński i w sposób stanowczy zainterpelował Slovenczyka. Dokładnie nie zrozumiałem, o co chodziło i co było przedmiotem interpelacji Skarżyńskiego. Natomiast zwróciło moją uwagę zakłopotanie i pewnego rodzaju konsternacja Slovenczyka, jego reakcja na interpelację, która ograniczała się do wypowiedzenia w zakłopotaniu kilku słów. Następnego dnia rano wyjechaliśmy samochodami do Katynia. Po przybyciu na miejsce zauważyłem leżące na polanie uszeregowane i już przeglądnięte zwłoki. W pobliżu było pięć różnych wielkości masowych grobów, z których dwa były największe. Wszystkie te groby były odkopane. W czasie zwiedzania przez nas grobów przy każdym z nas byli Niemcy. Niepodobieństwem było cokolwiek bez ich wiedzy zrobić lub zająć się jakimikolwiek samodzielnymi badaniami. Z punktu widzenia lekarskiego, przy obserwacji zwłok oraz grobów z całego terenu, uderzyło mnie, co następuje. Na samych zwłokach zachowane były dobrze części chrzęstne: nos, uszy, częściowo zachowane były jeszcze wargi. Całość skóry, przy pewnych małych zmianach, była zachowana i dobrze widoczna. Niektóre zwłoki zachowały nawet jeszcze części oczu. Na tej podstawie wyciągnąłem wniosek, że zwłoki te nie mogły leżeć zbyt długo, albowiem zachowanie się części oczu i warg przemawiałoby za przebywaniem w ziemi najwyżej przez okres jednego roku. Ubrania były doskonale zachowane, a materiały jeszcze zupełnie silne, nie wykazujące śladów zbutwienia. Szczególnie doskonale były zachowane wszystkie części skórzane, jak pasy, obuwie itp., oraz części metalowe. Szlify miały wprawdzie pewną patynę, lecz były jeszcze zupełnie wyraźne i nawet z odległości rozpoznawalne, tak że można było od pierwszego rzutu oka rozpoznać szarżę. Teren był piaszczysty, łatwy, przepuszczający wodę do głębokości około 1,20 metra, poniżej natomiast nieprzepuszczalny. Powodowało to zatrzymywanie się wody w masowych mogiłach, co wykluczało proces mumifikacji. Warunki te uniemożliwiały również proces woskowacenia zwłok. Reasumując, uważam, że teren ten żadną miarą nie sprzyjał dobremu zachowywaniu się zwłok przez dłuższy okres czasu. W pobliżu w terenie nie widziałem młodych zasadzonych drzewek, o których, jak sobie przypominam, w swoim przemówieniu mówił porucznik Slovenczyk. Jeszcze na miejscu, to jest w Katyniu, zauważyłem, że Niemcy w sposób natrętny namawiali poszczególnych członków delegacji, władających dobrze językiem niemieckim, do wypowiedzenia się w reportażach. W szczególności usilnie nastawali na Skarżyńskiego. Zauważyłem dokładnie, jak w pewnym momencie jeden z Niemców podszedł z mikrofonem od tyłu do Skarżyńskiego i dosłownie podsunął mu mikrofon pod samą twarz. Skarżyński zareagował w ten sposób, że się odwrócił. Również jeszcze w czasie pobytu na miejscu zauważyłem, jak do Skarżyńskiego i Wodzinowskiego Niemcy przyprowadzili jakiegoś starego chłopa rosyjskiego, który miał im opowiedzieć szczegóły dokonania zbrodni katyńskiej. Skarżyński z człowiekiem tym w ogóle nie rozmawiał. Wodzinowski zamienił z nim parę słów, o czym odszedł. Uważam, że Niemcy w międzyczasie zorientowali się, że Wodzinowski zna język rosyjski i dlatego przyprowadzili właśnie do niego tego człowieka. Następnie pojechaliśmy samochodami w odległości mniej więcej jednego do jednego i dwóch dziesiątych kilometra. Zatrzymaliśmy się i towarzyszący Niemcy oświadczyli nam, że tu znajduje się biuro, w którym dokonuje się przeglądu i segregacji dokumentów znalezionych przy zwłokach w masowych grobach. Była to sprawa szczególnie nas interesująca, ponieważ, jak już wspomniałem, przyjechaliśmy właśnie na dokonanie prac ewidencyjnych dla Biura Informacyjnego PCK. Oglądając dokumenty, poczyniłem następujące spostrzeżenia. Papier był lekko zażółknięty i przesiąknięty sokami ustrojowymi. Na ogół dokumenty były czytelne. Pisane pismem maszynowym zachowane były bardzo dobrze, pisane ołówkiem również bardzo dobrze, pisane atramentem jeszcze dość dobrze, natomiast pisane ołówkiem chemicznym, z powodu rozlania się, były trudniej czytelne. Fotografie na dokumentach również były dobrze zachowane. Zadziwiło mnie natomiast, że o ile treść dokumentów była dobrze czytelna, to z niezrozumiałych przyczyn niektóre daty były nieczytelne. Dotyczyło to w szczególności dat odnoszących się do okresów późniejszych. Uważałem to za niezmiernie charakterystyczne, że o ile daty dotyczące okresów dawno minionych były przeważnie łatwo czytelne, o tyle właśnie daty, o których dopiero co była mowa, były specjalnie nieczytelne. To samo spostrzeżenie poczyniłem również odnośnie zapisków odnalezionych przy zwłokach, a znajdujących się w tym biurze. Przy biurze, o którym mowa, stał specjalny samochód z zainstalowanym mikrofonem i widziałem, jak porucznik Slovenczyk już całkiem oficjalnie, i to trzykrotnie lub nawet czterokrotnie, zwracał się do Skarżyńskiego z żądaniem złożenia oświadczenia do mikrofonu. Porucznik Slovenczyk żądał wyraźnie, aby Skarżyński w konkluzji swego przemówienia złożył oświadczenie, że zbrodni katyńskiej dopuściła się Armia Czerwona. Skarżyński każdorazowo odmawiał, a przy ostatnim żądaniu doszło między nim a Slovenczykiem do ostrzejszej sprzeczki słownej. Następnie delegacja warszawska rozdzieliła się w tym sensie, że ja oraz Skarżyński powróciliśmy do Smoleńska, skąd następnie samolotem odlecieliśmy do Warszawy. Pozostali trzej członkowie Komisji Technicznej, a mianowicie Wodzinowski, Kołodziejski i Rojkiewicz, pozostali na miejscu i zamieszkali w baraku w odległości około jednego kilometra od Katynia celem kontynuowania pracy. O ile chodzi o mnie, stwierdziłem na miejscu, jakie materiały będą potrzebne członkom Komisji Technicznej. Pozostałem przy przeprowadzeniu prac ekshumacyjnych, a po powrocie do Warszawy złożyłem o tym sprawozdanie Zarządowi Głównemu PCK, który materiały te przesłał na miejsce. Po moim powrocie do Warszawy dowiedziałem się, że Urząd Propagandy, stacjonowany w Pałacu Brühlowskim, kilkakrotnie wzywał Skarżyńskiego. Skarżyński żalił się, że jest nachodzony i że wciąż żąda się od niego wypowiedzi na łamach prasy oraz przez radio. W tych samych celach wzywano również prezesa Zarządu Głównego PCK Adama Lacherta, od którego domagano się, aby Zarząd Główny PCK wydał oświadczenie w sprawie katyńskiej. Ani Zarząd Główny PCK, ani też Skarżyński żadnego oświadczenia nie wydali. W połowie czerwca 1943 roku, a więc po paru miesiącach, wrócił z Katynia do Warszawy Wodzinowski wraz z ostatnią grupą pracowników PCK. W tym miejscu nadmieniam, że Zarząd Główny PCK w Warszawie wysłał w międzyczasie do Katynia jeszcze kilku pracowników celem przyspieszenia pracy ewidencyjnej. Z Wodzinowskim zetknąłem się od razu po jego powrocie i obszernie rozmawialiśmy na temat prac wykonywanych przez pracowników PCK w Katyniu oraz na temat zachowania się i ustosunkowania się do pracy Niemców. Wodzinowski poinformował mnie, że cała praca w Katyniu nosiła charakter wybitnie propagandowy, to znaczy, że Niemcy ujmowali ją wyłącznie pod kątem propagandy, a tym samym utrudniali i uniemożliwiali racjonalną pracę. W szczególności mówił mi Wodzinowski, że gdy pracownicy PCK zamierzali zabrać dokumenty znajdujące się przy zwłokach skrępowanych, Niemcy się temu przeciwstawiali, nie pozwalając zwłok tych ruszać. Systematyczność pracy była nie do pomyślenia. Niemcy bowiem co pewien czas układali zwłoki według własnych planów, co miało miejsce przed przyjazdem nowych komisji i delegacji z różnych krajów. Jeżeli Niemcom nie odpowiadały jakieś prace delegatów PCK, to na pewien okres zabierali ludzi przeznaczonych do pomocy, przez co kontynuowanie pracy było niemożliwe. Wszystkie dokumenty odnalezione przy zwłokach, które z racji zadań ewidencyjnych pracowników PCK powinny przechodzić przez ich ręce, były w rzeczywistości najdokładniej kontrolowane przez Niemców i przechodziły przez filtr niemieckiej kontroli. Zdarzało się, że dokumenty i zapiski, które przeszły przez ręce pracownika PCK zatrudnionego przy wyjmowaniu dokumentów bezpośrednio z ubrań zwłok, nie dochodziły już do rąk pracownika prowadzącego ewidencję i wpisującego je do ksiąg. Wodzinowski opowiadał mi również, że w samych grobach oraz w wydobytej z nich ziemi odnalazł znaczną ilość łusek i pocisków rewolwerowych pochodzenia niemieckiego. Wodzinowski przywiózł nawet ze sobą kilkanaście takich łusek i pocisków. Łuski te zaopatrzone były w znaki niemieckie. Pamiętam dokładnie, że Wodzinowski mówił mi, iż w jednym wypadku przy zdejmowaniu czapki z głowy trupa wypadła kula niemieckiego pochodzenia, która tkwiła między czaszką a bokami czapki i daszkiem, przyciśnięta mocno. Wodzinowski wspominał również, że Niemcy, przy równoczesnym okazaniu łusek ze znakami niemieckimi, tłumaczyli ten fakt tym, iż w okresie sojuszu niemiecko-rosyjskiego dostarczali Rosji tego rodzaju amunicji. Zaznaczam, że jechaliśmy do Katynia pod wrażeniem, iż cała sprawa katyńska jest tendencyjną propagandą niemiecką. Przeto będąc już na miejscu staraliśmy się uchwycić te momenty, które świadczyłyby o kłamstwie propagandy niemieckiej. Już z chwilą przybycia na miejsce było dla nas jasne, że Niemcom chodzi o wykorzystanie mordu katyńskiego dla celów propagandowych, dla umiejętnego przerzucenia winy na kogoś innego, a w czasie pobytu utwierdziliśmy się jeszcze, a ja w szczególności, w tym przekonaniu. Już po powrocie do Warszawy, z zachowaniem ostrożności, przedstawialiśmy kłamstwo propagandy niemieckiej osobom szczególnie zaufanym. Jest rzeczą zrozumiałą, że takich osób, którym można było całkowicie zawierzyć, było wówczas niewiele. W czasie tym propaganda niemiecka przedstawiała sprawę katyńską jako zbrodnię rosyjską, więc nie każdemu można było wyrażać biegunowo odmienne poglądy na tę sprawę. W ten sposób wypowiadałem się już wówczas, to jest po powrocie do Warszawy, a jeszcze w czasie trwania okupacji, do pułkownika doktora Kazimierza Miszewskiego, pełniącego wówczas funkcję szefa sanitarnego PCK na okręg warszawski, a dalej do magistra farmacji Zdzisława Olszewskiego oraz do lekarza doktora Adama Tadeusza Dziekanowskiego. Pułkownik Miszewski zamieszkuje obecnie w Warszawie przy ulicy Nosakowskiego. Magister Olszewski oraz doktor Dziekanowski przebywają obecnie we Wrocławiu. Były jeszcze inne osoby, z którymi również rozmawiałem na ten temat, dzieląc się swoimi wrażeniami, jednakże w chwili obecnej nie mam o nich żadnych wiadomości i nie wiem, gdzie się znajdują. Odpis załącznika do protokołu przesłuchania doktora Hieronima Bartoszewskiego z dnia 14 czerwca 1945 roku. Wysłany przez Zarząd Główny Polskiego Czerwonego Krzyża w ramach Komisji Technicznej zajmującej się spisaniem nazwisk pogrzebanych w masowych grobach w Katyniu, miałem możliwość realnie spojrzeć na to wszystko, co wiązało się z wymienionymi masowymi grobami. Analizując to, stwierdzam, co następuje. W grobach znaleźli swój wieczny spoczynek Polacy, którzy w chwilach najcięższych dla narodu byli zawsze gotowi wysoko dzierżyć sztandar poczucia narodowego. Komu zależeć mogło, by na terenach zamieszkałych przez Polaków wiedli swój byt nieuświadomieni, pozbawieni poczucia narodowego, zgnębieni niewolnicy? Kto konsekwentnie wprowadzał program ten w potworne życie realne? Kto niszczył dorobek kulturalny i społeczny narodu, kto niszczył uświadomionych w swym poczuciu narodowym robotników, chłopów i inteligentów polskich, kto z tragedii narodu zrobił przedstawienie teatralne, kto posługując się widomym obrazem tragedii narodu polskiego, wprzągł ją cynicznie w rydwan własnej propagandy? Komu zależeć mogło na przedstawieniu niezgodnym z prawdą tego, co łączyło się z masowymi grobami w Katyniu? Wszystko to odpowiadać mogło jedynie tym, którzy teren Polski pokryli obozami masowych mordów, a których treścią postępowania były wskazania zawarte w „Mein Kampf”. Doktor Hieronim Bartoszewski Kraków, dnia 15 czerwca 1945 roku.