Zeznanie Włodzimierza Kuczyńskiego

Pliki: Pobierz PDF (oryginał) |

Opracowanie źródła, redakcja transkrypcji i odczyt: dr Mateusz Zemla

Uwaga: zeznania znajdujące się w tej kolekcji nie odzwierciedlają prawdy — złożone zostały w warunkach przymsu.

Kategoria: protokół przesłuchania

Transkrypcja (redakcja)

Protokół przesłuchania świadka

Protokół przesłuchania świadka dnia 15 czerwca 1945 roku. Prokurator Specjalnego Sądu Karnego w Krakowie przy ulicy Grodzkiej nr 52 w osobie wiceprokuratora rejonowego doktora Martiniego z udziałem protokolanta Żurkowskiej przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści artykułu 107 K.P.K. świadek zeznał, co następuje.

Imię i nazwisko: Włodzimierz Kuczyński
Wiek: 38 lat
Imiona rodziców: Marian i Wanda
Miejsce zamieszkania: Kraków, Grzegórzecka 16
Zajęcie: mechanik Zakładu Fizjologii
Wyznanie: rzymskokatolickie
Karalność: niekarany
Począwszy od roku 1941 zatrudniony byłem w Państwowym Instytucie Medycyny Sądowej i Kryminalistyki w Krakowie. W chwili objęcia moich obowiązków kierownikiem tego instytutu był już Niemiec doktor Werner Beck. Początkowo przez rok pracowałem w charakterze woźnego. Następnie zaś od połowy roku 1942 byłem szoferem Becka. Wyjeżdżałem z Beckiem do rozmaitych miejscowości poza Krakowem, przeważnie na sekcję. W licznych jednak wypadkach rzekomy wyjazd na sekcję był jedynie tylko upozorowaniem faktycznych wypraw Becka na pijatyki. Woziłem Becka między innymi do Tarnowa, Rzeszowa, Sanoka, Bochni, najczęściej jednak do Nowego Sącza, gdzie Beck odwiedzał swoich dobrych przyjaciół i komendę Gestapo, i skąd przeważnie jechaliśmy znów do Krynicy, gdzie Beck składał wizyty swoim przyjaciółkom. W odnoszeniu się do mnie Beck był pazwy, względny i ordynarny. Niejednokrotnie bił mnie po twarzy, a gdy chciałem się zwolnić, groził mi Oświęcimiem. W czasie jednego z alarmów nocnych urządzanych przez Becka tenże pobił mnie po twarzy za to, że na alarm ten nie stawiła się na czas moja żona. Beck był alkoholikiem i rozpustnikiem. Prawie każda sekcja, czy też inny wyjazd, kończyły się pijacko-orgią, po której odwoziłem Becka do domu w stanie zupełnego opilstwa. A często kroć zdarzało się, że Beck kazał mi w drodze zatrzymywać samochód i zaczepiał całkiem obce kobiety. Przy czym, o ile te nie chciały przyjąć jego ofert, bił je na ulicy po twarzy. Najdalsza podróż, którą odbyłem z Beckiem w kierunku zachodnim, była podróż do miejscowości Brody. Pracując w zakładzie, znałem również doktora Tadeusza Prągowskiego i doktora Wodzińskiego. Wiadomo mi, że razem z doktorem Wodzińskim był w Katyniu jako siła pomocnicza Władysław Buczek, woźny instytutu, a raczej zakładu patologii, obecnie zamieszkały przy ulicy Grzegórzeckiej 16. W tym samym czasie był tam również laborant zakładu medycyny sądowej Fernart Płonka, obecnie już nieżyjący, który po powrocie opowiadał mi, że będąc na miejscu przekonał się, że to wszystko zrobili Niemcy, że 30 lat grzebał się w zwłokach, więc mógł sobie wyrobić swój pogląd. Płonka mówił, że liczne zwłoki, które przywożono do zakładu Zbrodni Niemieckich, wykazywały identyczne ślady postrzałów jak ofiary w Katyniu. A dalej, że przekonał się na miejscu, że cały ten lasek w Katyniu był sztucznie zasadzony, że według jego przekonania zwłoki musiały leżeć niedługo, w każdym razie nie mogły leżeć tak długo, jak to twierdzili Niemcy. I wygłaszał jeszcze inne swoje zastrzeżenia i wątpliwości, których już dziś dobrze nie pamiętam.

Powrót