„Trybuna Ludu” (1952, R. 5, nr 81) — artykuł propagandowy

Pliki: Pobierz PDF (skan artykułu) |

Uwaga: odczytywany tekst jest fragmentem propagandowej publikacji z 1952 roku, pozostającej w jawnej sprzeczności z ustaleniami współczesnej historiografii, która jednoznacznie ustaliła odpowiedzialność władz sowieckich za zbrodnię katyńską.

Źródło: Prasa: „Trybuna Ludu”, 1952, rocznik 5, numer 81.

Transkrypcja (do czytania)

„Trybuna Ludu” (1952, R. 5, nr 81) — artykuł propagandowy

Artykuł propagandowy (1952).

Na pewno potwierdzą
Tzw. komisja katyńska kongresu amerykańskiego przerwała czasowo swoją robotę po niesławnym wpadunku ze świadkiem w poszewce na poduszce na głowie. Ten świadek nie był jedynym śmieciem w całej zbieraninie. Ozdabiało komedię urządzoną przez krwawych błaznów jeszcze szereg innych typów spod równie ciemnej gwiazdy.
Do rzędu tych ostatnich należy właśnie niejaki hrabia Skarżyński, który w czasie okupacji jeździł z Goetlem, Skiwskim i innymi quislingami do Katynia, robił prohitlerowską propagandę w Polsce, a teraz robi taką samą propagandę w Stanach Zjednoczonych.
Jego zeznania — według relacji podanej przez „Głos Ameryki” — zawierały zwykły komplet goebbelsowskich kłamstw, których nie warto nawet powtarzać. Ale poza tym zawierały szereg kłamstw niezwykłych, o których warto wspomnieć. Choćby o jednym. Cytujemy za audycją „Głosu”:
„…Delegat Ministerstwa Propagandy (Goebbelsa) proponował mi, bym wystąpił na konferencji prasowej. Odmówiłem, nie chcąc iść na rękę propagandzie… Wtedy niemiecki nadzorca oświadczył, że da ode mnie oficjalnego raportu. Tego już nie mogłem odmówić. Tego samego dnia złożyłem więc raport streszczający w 9 punktach moje obserwacje…”
Skarżyński dziwnym trafem pamięta owych 9 punktów, ale nie przypomina sobie bliższych szczegółów. Gotowi więc jesteśmy mu pomóc. Mamy przed sobą osławiony hitlerowski szmatławiec „Nowy Kurier Codzienny” z dnia 19 kwietnia 1943 r. Czytamy tam, że Skarżyński przedłożył sprawozdanie, którego ostatnie punkty brzmią:
„…1. Praca naszej komisji technicznej może się rozwinąć i mieć miejsce tylko w połączeniu i wspólnie z kompetentnymi instancjami miejscowej armii niemieckiej.
8. Ze strony tych instancji wojskowych doznała nasza komisja techniczna niezwykle uprzejmego przyjęcia i pełnego współdziałania…”
Dlaczego hrabia Skarżyński nic nie mówił przed mikrofonem goebbelsowskiego „Głosu Ameryki” o „niezwykłej uprzejmości” i „pełnym współdziałaniu” ze strony hitlerowców w Katyniu? Dlaczego tak wstydliwie ukrył tę część sprawozdania, którą przecież hitlerowcy ogłosili w okupacyjnym szmatławcu?
Chyba tylko z jednego powodu: łajdacki hrabia doskonale zdaje sobie sprawę, co myślą Polacy o ludziach, którzy „w połączeniu i wspólnie” z hitlerowcami montowali tę prowokację i później chwalili się z tego powodu na łamach tej samej gadzinówki, w której dwa dni później Frank wychwalał „dobrodziejstwa rządów niemieckich dla ludności Generalnej Guberni”.
Podobnie jak hrabia Skarżyński kłamią również inni świadkowie. Amerykański pułkownik Van Vliet (nie mieszać z gen. Van Fleetem, który dowodzi amerykańską agresją w Korei) został sprowadzony przez hitlerowców z obozu jenieckiego do Katynia w 1943 r. Odmówił on wtedy podpisania raportu i po powrocie z niewoli złożył własny raport do Ministerstwa Wojny USA.
Ten właśnie raport z 1945 r. rzekomo w tajemniczy sposób „zaginął”. Łatwo się domyśleć dlaczego: dlatego, że nazajutrz po klęsce hitleryzmu, kiedy jeszcze w Stanach Zjednoczonych nie panoszyli się jawnie spadkobiercy Hitlera — Van Vliet napisał prawdę o hitlerowskich zbrodniach.
Dopiero teraz, po zniszczeniu raportu z 1945 r., po kilkuletnim „urabianiu” przez wywiad amerykański i po różnych naciskach (m.in. Van Vlieta wysłano do Korei, na front), stanął on przed komisją i śpiewał, co mu kazano.
Ale odgrywana na cmentarzysku polskich ofiar hitlerowsko-amerykańska tragifarsa jeszcze się nie skończyła. Zgłosili się bowiem do komisji dalsi „świadkowie”: sami sprawcy mordu w Katyniu, hitlerowscy oficerowie batalionu 537, Ahrens i Rex.
Tym posunięciem Komisja, trzeba przyznać, zakasowała samego Goebbelsa. Na taki cynizm nawet hitlerowcy się nie zdobyli.
Nie odezwali się ani kaci, ani ich pomocnicy, kiedy Trybunał Norymberski określił prowokację katyńską jako „fragment plugawej hitlerowskiej propagandy”. Milczeli wtedy i jedni, i drudzy, bo zbyt wielkie było oburzenie opinii publicznej i zbrodniarze bali się stryczka.
Dopiero dziś, kiedy amerykańscy lotnicy udoskonalają dzieło Hitlera, rzucając zakażone szczury na koreańskie osiedla — dopiero dziś szczury zakażone hitlerowską zbrodnią odważają się wyłazić z dziur.
Ale skoro się już zaczęło rehabilitować zbrodniarzy hitlerowskich, nie wypada zatrzymać się na samych pionkach. Czekamy więc na dalsze „sensacje” amerykańskiej komisji. Nie będziemy wcale zdziwieni, gdy pojawi się zakapturzony rzezimieszek, głoszący, że jest Józefem Goebbelsem i stwierdzający, że Oświęcim, Majdanek czy Mauthausen — to „komunistyczne wymysły”.
A gdyby ktoś miał wątpliwości — są na to sposoby. Są niezawodni — bo zainteresowani — mordercy i ich pomagierzy. Skarżyńscy, Rexy, Andersy czy Ahrensy — całkowicie i gorliwie wszystko potwierdzą.

← Wróć do listy dokumentów