Uwaga: relacje świadków należy oceaniać poprzez kontekst epoki.
Kategoria: zeznanie świadka
Tłumaczenie (do czytania)
Zeznanie świadka Panufrego Kisielewa
Zeznanie świadka (rosyjski świadek ujawnienia grobów katyńskich).
Na ustne wezwanie stawił się Rosjanin Panufry Kisielew, lat 72, rolnik, zamieszkały w Kosegorii, i w trakcie przesłuchania oświadczył, co następuje: „Od 1907 r. mieszkam w Kosegorii. Około dziesięć lat temu dwór i las zostały po raz pierwszy wykorzystane jako sanatorium dla wyższych funkcjonariuszy NKWD. Cały obszar leśny został ogrodzony drutem kolczastym na wysokość około dwóch metrów. Ponadto wszystko było strzeżone przez uzbrojonych wartowników. Osobom cywilnym wstęp był zabroniony. Nie znałem żadnego z funkcjonariuszy, znałem jedynie służącego w domu, który był jednocześnie strażnikiem. Nazywał się Roman Siergiejewicz, rzekomo z Wiaźmy. Wiosną 1940 r., codziennie, przez cztery do pięciu tygodni, do lasu przywożono trzy do czterech ciężarówek załadowanych ludźmi, którzy — jak należy przypuszczać — byli tam rozstrzeliwani przez NKWD. Ciężarówki były zamknięte, tak że nikt nie mógł zobaczyć, co przewożą. Pewnego dnia, gdy stałem na stacji Gniezdowo, widziałem, jak ludzie wysiadali z pociągu i wsiadali do znanych mi ciężarówek, które następnie odjechały w kierunku lasu. Co stało się z tymi ludźmi, nie mogę powiedzieć, gdyż nikt nie odważył się zbliżyć. W moim domu słychać było odgłosy strzałów i krzyki ludzi. Należy przyjąć, że ludzie ci zostali rozstrzelani. W okolicy nie czyniono tajemnicy z faktu, że Polacy zostali rozstrzelani przez NKWD. Mieszkańcy wsi mówili, że rozstrzelano około 10 000 Polaków. Po zajęciu terenu przez wojska niemieckie udałem się do lasu, aby się o tym przekonać. Sądziłem, że mogę znaleźć jakieś zwłoki, lecz na próżno, gdyż znalazłem jedynie kilka usypanych kopców. Byłem przekonany, że zmarli mogą znajdować się pod tymi kopcami. Latem 1942 r. pewni Polacy przebywali wraz z niemiecką jednostką w Gniezdowie. Pewnego dnia dziesięciu z nich przyszło do mnie i poprosiło, abym pokazał im miejsce, gdzie pochowani są ich rodacy, rozstrzelani przez NKWD. Zaprowadziłem ich na teren leśny i wskazałem nowy kopiec. Polacy poprosili mnie wówczas o motykę i łopatę, które im pożyczyłem. Po około godzinie wrócili do mnie bardzo oburzeni i obelżywie wypowiadający się o NKWD. Oświadczyli, że w jednym z kopców znaleźli zwłoki. Oznaczyli to miejsce dwoma krzyżami z drewna brzozowego, które znajdują się tam do dziś. Nie jestem w stanie złożyć dalszych zeznań.” [koniec 5827/E424384] Przetłumaczono na język rosyjski i odczytano na głos. Opieczętowano: xyz Podpisano: xyz Sierżant Hilfspolizei Tłumacz: xyz